kwiecień
Mając pojęcie o definicji „polaryzacji” ale nie mając pod ręką jej definicji w pojęciu psychologii biznesu czy biznesu jako takiego w sposób jak najmniej przewrotny podywaguję na jej temat w oparciu o definicję w kontekście społecznym.
Pierwszym krokiem Cyfrowego Polsatu w kierunku polaryzacji rynku – a mam tu na myśli „umowy partnerskie” była propozycja dla bipolarnych punktów sprzedaży poparta mniej lub bardziej poważnymi argumentami finansowymi zmierzającymi czy też zachęcającymi do polaryzacji jednobiegunowej. Kontekst zachowania konkurencji i delikatnych obejść tegoż niegodnego procederu sobie odpuszczę, aurę spotkań towarzyszących przedstawieniu propozycji również odpuszczę. Pomimo wielkiej pokusy szukania porównań z zakresu seksuologii również sobie i ewentualnym czytelnikom podaruję szukanie skojarzeń i w miejsce „orientacji” pomimo faktu zdecydowanego weta wszelkim hermafrodytom zdecydowanie pofantazjuję na temat zjawiska opierając się na terminologii społeczno elektronicznej.
Pierwsza informacja na temat pomysłu Cyfrowego Polsatu spotkała się na łamach SK z burzliwą dyskusją – w której z całym szacunkiem dla części dyskutantów rozsądnych – czytanie wielu komentarzy dla mnie osobiście budziła odrazę z uwagi na szczeniackie komentarze i być może się mylę – ale typowym podejściem do biznesu charakterystycznym dla biznesmenów ze stadionu X lecia.
Pierwszy etap (jak się właśnie okazuje jest też i drugi) polegający na stworzeniu grupy dystrybutorów zajmujących się wyłącznie sprzedażą Cyfrowego Polsatu niosący za sobą konkretne korzyści finansowe dla Punktów sprzedaży moim zdaniem stanowił dobre i rozsądne posunięcie. Zakładając do tego, że zgodnie z intencjami CP takie punkty miałyby rozszerzone możliwości w zakresie obsługi już pozyskanych abonentów – co do tej pory poważnie kulało i skutkowało na ogół pomocą w zakresie podania numeru telefonu do Biura Obsługi Abonenta zdesperowanym abonentom idea bardzo słuszna (podobnie jak doskonale trafiony pomysł Centrów Cyfry +). Pozostawiał wolny wybór dystrybutorom którzy znając specyfikę i udział w sprzedaży pomiędzy Cyfrowym Polsatem a Cyfrą + mogli podjąć decyzję w zakresie ilości garbów wielbłąda na którym starają się przez piachy i wydmy kryzysu prowadzić interes branży TV Sat. Wolny wybór pomiędzy baktrianem, a dromaderem uważam za rozsądny. Dla tych którzy postanowili spolaryzować się wyłącznie pomarańczowo mam wiele zrozumienia i szacunku – pod warunkiem, że z ręka na sercu mogą przyznać, że pomimo atmosfery i stosunkowo niewielkiego marginesu czasu (zainteresowani zrozumieją) zrozumieli wszystkie zapisy „umowy partnerskiej” i pomimo kilku dość kontrowersyjnych zapisów odpowiedzialnie podjęli decyzję o podpisaniu umowy. Osobiście życzę im jak najlepiej i mam nadzieję , że w wypadku niepowodzenia projektu poza sprzedażą odbiorników FTA nie będą musieli się zająć handlem opałem – co w moim zrozumieniu partnerska umowa wyjątkowo dopuszcza po otrzymaniu pisemnej zgody (w najgorszym razie pozostaje raptem rok do powrotu do gry…)
Pierwszy etap polaryzacji rynku mamy za sobą i jak się okazuje – pomimo zapewnień ze strony Cyfrowego Polsatu – w ekspresowym tempie nastąpił 2 etap polaryzacji, który (oczywiście mogę się mylić) można właśnie rozpatrywać w kontekście polaryzacji społecznej. Warto użyć w tym miejscu cytatu:
„Podczas polaryzacji tworzą się zazwyczaj w szybkim czasie dwa obozy - przeciwników i zwolenników rozwiązania danego problemu społecznego, przy czym liczba osób wyrażających postawy umiarkowane maleje.”
Czy grozi nam animozja rynku? Sądzę, że w dużym stopniu tak. Nie boję się w tym miejscu o zaognienie kontaktów towarzyskich pomiędzy firmami TV Sat – bo temu wszyscy jakoś podołamy. Celowo nie chciałbym w cały wywód wkręcać inaczej spolaryzowanego rynku dystrybutorów Telewizji N (bo tak Cyfra + jaki i Cyfrowy Polsat jak do tej pory spolaryzowały go jako najmniej potrzebną życiu bazę w tranzystorze – bo szukanie określenia z zakresu erotyki byłoby nie stosowne).
W pierwszej kolejności ucierpią na tym nasze własne interesy – będą nas odwiedzać potencjalni klienci średnio zdecydowani którzy finalnie skończą w punkcie dystrybucji gdzie trafią albo na doskonałego kłamcę albo na fantastyczną sprzedawczynie która nie pozostawi mu wyboru (i wcale ale to wcale nie miałem na myśli 90 x 60 x 90). Oczywiście pozostaje jeszcze „produkt” który ma się bronić sam – jednak w spolaryzowanym punkcie trudno oczekiwać od sprzedawcy obiektywnego przedstawienia sprawy i do tego przy braku alternatywnego rozwiązania.
W drugiej – choć z punktu etyki biznesu – powinno być to w pierwszej kolejności – najbardziej poszkodowany będzie klient. W gonitwie pomiędzy punktami sprzedaży zatraci świadomość i zapomni o wielu istotnych elementach z którymi finalnie zwiąże się umową lojalnościową (np. postanowi oglądać coś za darmo przez 6 miesięcy zapominając jednocześnie, że pozostaje mu potem 2 lata lojalnego frycowego za sześciomiesięczny wyrok w zawieszeniu)
W sumie można wysnuwać wiele wniosków – ale w kontekście klienta i miejsca gdzie można sobie „kupić telewizję” pozostają raptem trzy:
- kupiłem sobie dekoder bo tak akurat trafiłem
- kupiłem dekoder bo… 90 x 60 x 90
- kupiłem dekoder bo właśnie tego chciałem i oczekiwałem
O ile polaryzacja rynku sprzyja pierwszym 2 punktom to trzeci tego niestety nie dopuszcza. Porównywanie płatnej telewizji do dealerów samochodów jest moim zdaniem pomimo wszystko nie do końca zasadna. Klimatyzacja w cenie jest super… ale albo kochamy Polską ligę albo siatkówkę. Jednak warto byłoby w jednym miejscu porównać całościową ofertę, jakość produktu, etc . Wracając uparcie do porównań z salonami samochodowymi – nie każdy może sobie może pozwolić na Mercedesa, jednak dla wielu auta z segmentu Fiata, Forda czy Volkswagena są podobnie osiągalne – czyż wybór nie byłby wygodniejszy mogąc postawić kilka podobnych samochodów obok siebie? Jakoś nikogo nie razi ekspozycja odkurzaczy gdzie obok siebie stoją przeróżne marki i kolory. Bronią się wyglądem, kosztem eksploatacji, zużyciem energii czy czymkolwiek innym.
Podobnie powinno być z telewizją. Mity o droższej czy tańszej telewizji runęły już jak jestem przekonany dawno temu. Pozostaje przewaga w ofercie. Być może tu jest pogrzebany przysłowiowy pies – kompleksy albo obawy spowodowały zarzucenie praktyki bezpośredniej konfrontacji. Może jednak niewiedza w zakresie polaryzacji w biznesie spowodowała , że okrutnie nie mam racji i tylko lojalna sieć dystrybucji stanowi drogę do sukcesu? Kto wie? Ja nie wiem, ale moim zdaniem pomysł taki sobie.

2009-04-25 11:43:47
Panie Marianie - aby rzetelnie ocenic sytuacje trzeba nabyc doswiadczenia
biznesowego (najlepiej w branży). jak Pan zastrzegł i słusznie :"Może jednak
niewiedza w zakresie polaryzacji w biznesie spowodowała , że okrutnie nie mam
racji i tylko lojalna sieć dystrybucji stanowi drogę do sukcesu? Kto wie? Ja nie
wiem, ale moim zdaniem pomysł taki sobie.". Odpowiem tak i zadnej Ameryki nie
odkryję : dbając o dobrą i rzetelną obsługę klienta ( nie "podrasowaną "
sztuczną licytacją prowizji między platformami ) jedynie lojalna sieć
dystrybucji ma rację bytu i zapewni właściwą obsługę klienta. A wiąże się to
również z coraz szerszym zakresem obowiązków dla PH (czytaj wiedzą do opanowania
przy wprowadzaniu produktów do sprzedaży etc.) Co do klienta - czas na przejście
z jednego punktu do drugiego oprócz walorów zdrowotnych (!) na inną równie
cenną zaletę - jaką jest niewątpliwie czas na przeanalizowanie tego co się
usłyszało w danym punkcie sprzedaży. I sprawa ostatnia -którą znacznie łatwiej
jest zrozumieć jeżeli jest sie pracodawcą : płacę i wymagam - jeżeli komuś moja
koncepcja się nie podoba , zawsze możemy się rozstać - takie są reguły wolnego
rynku... Pozdrawiam
2009-04-25 11:13:07
Raport mi się spodobł bo jak już nie raz zaznaczałem chorym podejściem jest
dzielenie punktów ale to zostawiamy wiecznie biednym dystrybutorą któży twierdzą
że za podpisaną umowe mało dostają prowizji ,ja uważam że troche przesadazją bo
za chwilę rozmowy i sporządzenie umowy mają ok.100zł to moim zdaniem nie jest
mało a kawałek papieru i prądu to już koszty minimalne.W racając do biednych
dystrybutorów jest już wielu takich któży mówią o początku końca ich firmy coś w
tym jest,bo nie tylko kasa ale i wspułpraca partnerska daje zadowolenie a tu
może skończyć się szybkim rozwodem, cyfrowy polsat w moim widzeniu w akcie
rospaczy podkupił tych dystrybutorów bo zaczoł czuć oddech konkuręcji na plecach
i ich szybszy rozwuj pakietowy i technologiczny i może to potrwa jeszcze z 2
lata i zacznie sie odwrót od cyfrowego polsatu. Dużą nie uczciwościa jest ze
strony polsaty sam czołowy polsat bo jeżeli zawitał by we wszystkich platformach
to myśleże nie byłby takim konkórętem i to go czyni w niewielkim ale znacznym
stopniu konkurętem bo oferta w pakiecie familijnym nie jest taka kolorowa jak to
było jakiś rok temu konkuręcja też wyprostowała troche myślenie i wzbogaciła
swoja ofertę w tej samej kasie ale z lepszą ilością programową .By tu nie
rospisywać się
podziękowania dla pana Marian Pamuła za obiektywne podejście do artykołu i
dobre rozeznanie w tych zapiskach wspułpracy dystrybucyjnej i pozdrowienia dla
tych któży wzieli ślub z cyfrowym polsatem i może za jakiś czas zaóważą
negatywne działanie tej wspułpracy.
2009-04-25 10:53:37
Cyfrowy Polsat moim zdaniem zrobił dobry krok, lecz nie pomyślał o
konsekwencjach w przyszłości. Na początek wszystko będzie szło dobrze, sprzedaż
jeszcze bardziej zwiększy się w stosunku do poprzednich lat (oczywiście jeśli
nie będzie umów na 3 lata i trochę więcej kanałów HD oraz lepsza obsługa, nie
psujące się dekodery.....), potem przesycony już dziś w dużej mierze rynek
sprawi, że wiele punktów trzeba będzie zamknąć lub zerwać umowę, ale i tak
wyjdzie na swoje.Najbardziej żal mi Cyfry +, która jak nic nie zrobi doprowadzi
do mocnego przejęcia rynku przez Cyfrowy Polsat( który stawia na to, że jest
tani i mało skomplikowany) i N (stawiającą na jakość, HD i nowe kanały). U mnie
w mieście jest teraz z 6 punktów Cyfry +, więc ona powinna się teraz martwić
najbardziej by nie spać na margines i zostać definitywnie uznaną za coś drogiego
i ekskluzywnego (stereotyp).