200907
luty

Wstęp miał być na temat, ale ostatecznie nie będzie ;) Ten wpis ma ciekawą historię - zacząłem go pisać 7 lutego 2009 roku (dlatego jest taka stara data przy tekście - w momencie publikacji mamy 24 lipca 2010 ;) ), ale jakoś stale brakowało mi koncepcji, jak spiąć wszystko, co chcę przekazać w jedną klamrę oraz jednocześnie może nieco odwagi ;) Nie chodzi o złośliwość - czas na reprymendę, bo moim prywatnym zdaniem na rynku sprzętu satelitarnego dzieje się źle. Odbiorniki zaczynają robić wszystko, tylko nie to, po co zostały stworzone. Producenci stawiają oglądanie filmów, czy słuchanie muzyki ponad funkcjonalność części służącej do odbioru kanałów satelitarnych, gdzie niekiedy roi się od błędów i nie są one poprawiane.

Baczni obserwatorzy rynku sprzętu do odbioru TV Satelitarnej zapewne widzą, że pojawia się coraz więcej konstrukcji uniwersalnych, o niezwykle dużych możliwościach - nagrywanie, przeglądanie zdjęć, odsłuchiwanie muzyki, a nawet odbieranie wiadomości e-mail, czytniki RSS, oglądanie filmów YouTube, czy dostęp do internetowych stacji radiowych. Popularność zdobywają rozwiązania HTPC. Czy taka uniwersalizacja - jeden sprzęt do wszystkiego - jest naprawdę taka dobra?

Zaleta jest oczywista - do obsługi wszystkiego używamy tylko jednego pilota. Dodatkowo wiele z funkcji możemy wywoływać jednocześnie, co jest z punktu widzenia klienta wygodne.

Niestety uniwersalizacja sprzętu powoduje, że na programistach przygotowujących soft do sprzętu spoczywa coraz większa odpowiedzialność. Nowe funkcje = więcej kodu = większa możliwość popełnienia błędów. Na polskim rynku sytuację komplikuje dodatkowo mnogość modułów Common Interface i kart, a także sposób emisji EPG dla kanałów w naszych platformach.

W efekcie z przykrością muszę stwierdzić, że paradoksalnie odbiorniki o coraz większej funkcjonalności, kandydujące do miana High End, kosztujące często powyżej 1000 PLN w praktyce są coraz częściej problematyczne (choć to nie reguła). Testuję dużo sprzętu, mam już na koncie eksperymenty z dziesiątkami marek. Wśród produktów udanych zdarzają się niestety kiksy. Dopracowując "wodotryski" zapomina się o podstawowych funkcjonalnościach, kuleją elementarne kwestie - kiepskie rozwiązania edycji kanałów, błędy w tłumaczeniach OSD (lub zupełny ich brak), problemy z wyświetlaniem napisów ekranowych, teletekstu lub EPG lub co gorsze - zawieszanie się przy korzystaniu z określonych kart/modułów.

Często zdarza się tak, że im produkt bardziej renomowanej marki, tym dłużej czeka się na poprawki, bo w Polsce jest tylko dystrybutor, a siedzibę producent ma gdzieś w Azji. Z uwagi na brak programistów na miejscu sprawy, które wydają się banalne - ciągną się w nieskończoność, a klienci coraz częściej otwarcie wyrażają swoją opinię o sprzęcie, skutecznie odstraszając innych od zakupów.

Im więcej pośredników po drodze, tym ciężej wymóc poprawki, bo wzrasta prawdopodobieństwo, że po drodze jedno z "ogniw" zawiedzie i nie chcąc wprowadzać zamieszania nie przekaże prośby o dokonanie niezbędnych poprawek dalej.

Jeszcze gorzej jeśli dany producent nie chce przyznać się do błędu i udaje, że wszystko jest w należytym porządku, bo nie chce lub nie może przygotować poprawki szybko. Gdy już wydaje się, że klienci będą się musieli przyzwyczaić do fanaberii sprzętu - nagle pojawia się (po ponad roku oczekiwań) poprawka cudownie usuwająca problem.

Zirytować może jednak także sytuacja, gdy aktualizacje oprogramowania są wypuszczane. Po pierwsze - jeśli są zbyt często, bo nabywcy to jednak w większości nie amatorzy cotygodniowego ładowania oprogramowania, a po drugie - jeśli nie usuwają błędów, które są raportowane. Pojawia się oczekiwana aktualizacja, czytamy długaśną listę poczynionych poprawek i widzimy np.: lepsze odtwarzanie plików MKV, a nie ma nic załóżmy o DiSEqC, które działa źle i wymaga korekty. Jeśli kupuję odbiornik satelitarny z funkcjami multimedialnymi, to jednak spodziewam się, że "odbiornik satelitarny" jest częścią główną, a multimedia to dodatki. Miło, że programiści korygują te dodatki, ale nie po to wydaje się ciężko zarobione pieniądze na odbiornik satelitarny, żeby nie móc na nim poprawnie oglądać kanałów satelitarnych, ale za to odtwarzać pliki MKV... Gdybym chciał odtwarzacz, to bym kupił odtwarzacz, a nie tuner satelitarny.

Odnoszę wrażenie, że z czasem część producentów zaczyna przykładać coraz mniejszą wagę do testów sprzętu przed wypuszczeniem go na rynek. Podchodzi się do tego teraz na zasadzie: "coś się sprzeda, klienci zgłoszą to będziemy poprawiać co się da na bieżąco". Oczywiście pewne drobne błędy mogą umknąć - są problemy wychodzące na konkretnych konfiguracjach sprzętowych, nie wszystko da się sprawdzić. Jeśli jednak pojawia się odbiornik, który zawiesza się po 15 minutach bez wyraźnego powodu, a już jest w sprzedaży i klienci dopiero czekają na poprawkę - coś tu jest nie tak. Na minus w tym zakresie poszedł także sposób reagowania na błędy. Kiedyś za zgłoszenie producent potrafił nawet podziękować, pamiętam w historii SAT Kuriera przypadki, że po opisaniu niedociągnięć producent natychmiast się kajał, ekspresowo poprawiał błędy i do kolejnego wydania można było go "pochwalić". Teraz nie dość, że często zdarza się iż producent uważa, że został skrzywdzony przez rzetelną opinię, to jeszcze jeśli zdają sobie sprawę z tego, że sprzęt jest problematyczny - unika jego testowania i opisywania na różne sposoby, byleby jak najdłużej nie dopuścić do wyjścia prawdy na wierzch. Dopiero nabywcy zgłaszają na forach coraz to nowsze niemiłe niespodzianki wykryte podczas codziennego użytkowania.

Nie bez winy są też sami sprzedawcy, choć tu sytuacja zaczyna się normalizować. Otóż nawet jeśli producent stworzy produkt kiepski i mimo tego znajdzie się dystrybutor, to kolejne ogniwo, czyli sprzedawca detaliczny powinien zareagować i produktu nie wprowadzić. W Polsce coraz częściej sprzedawcy zaczynają dokładniej przyglądać się oferowanym modelom odbiorników, a także innym akcesoriom, choć nadal znajdą się także sprzedawcy, którzy wychodzą z założenia, że najlepiej mieć nowość, wprowadzić coś szybciej od innych (a później jeśli będzie problem, to najwyżej nie będzie się odbierać telefonów od klientów).

Na koniec: może zabrzmi to niesprawiedliwie, ale winni po części za pewne sytuacje są też sami klienci. Tu także świadomość się podnosi, ale jednak moim prywatnym zdaniem nadal wiele osób nie wyciąga wniosków z przeszłości, z sytuacji, które miały z daną marką miejsce. Jeśli ktoś wypuścił bubel, był grad negatywnych komentarzy w sieci i nie tylko, a jak pojawia się nowy model, w pierwszym dniu sprzedaży czytam, że są osoby które kupią go w ciemno, nie wiedząc, co będzie sobą reprezentować - no to są oni po prostu nie ostrożni. Efekt jest taki, że jak jest popyt, to zawsze znajdzie się ktoś, kto dany produkt sprzeda bez testów, nawet jeśli okaże problematyczny i na koniec będzie "powtórka z rozrywki".

Pragnę zaapelować do wszystkich kupujących, aby przed podjęciem decyzji starali się zasięgać opinii innych PEWNYCH nabywców w internecie. Często warto zajrzeć na fora dyskusyjne, jak forum.satkurier.pl i sprawdzić jakie zdanie o sprzęcie mają jego posiadacze. Co do for jednak uwaga - należy polegać na opiniach użytkowników o dużej ilości wypowiedzi i długim stażu, którzy mogą być uważani za wiarygodnych, a także nie mają interesu w reklamowaniu określonej marki (w zamian za profity, reklamy, etc). Nie jest niczym zaskakującym, że wśród komentarzy pojawiają się niekiedy wypowiedzi samych producentów. Dlatego na formach należy zwracać uwagę także na wiarygodność opinii - zarówno tych pozytywnych, jak i negatywnych.

Dobrze też przyjrzeć się ofertom największych profesjonalnych sklepów ze sprzętem satelitarnym - nawet jeśli planujemy ostatecznie dokonać zakupu na dowolnym serwisie aukcyjnym, czy giełdzie elektronicznej, to powinno dać do myślenia, jeśli jeden lub kilku dużych sprzedawców nie posiada danych produktów. Kolejny krok to sprawdzenie specyfikacji - czy na pewno wszystkie funkcje, jakich poszukujemy, oferuje dany sprzęt. Jeszcze lepiej, jeśli w sieci dostępna jest elektroniczna wersja instrukcji obsługi - dzięki temu jeszcze przed dokonaniem wyboru możemy zapoznać się z możliwościami odbiornika.

Dobrze także przemyśleć, czy na pewno ze wszystkich funkcji mamy zamiar korzystać. Kupowanie "przyszłościowe" jest oczywiście dobre, ale z drugiej strony jeśli mamy pewność, że z czegoś korzystać nie będziemy, nie warto ograniczać sobie pola widzenia tylko o produkty tą funkcję posiadające. Często obserwuję sytuacje (a nawet sam staję się "ofiarą" takiego myślenia), gdy kupuje się urządzenie o niesamowitych możliwościach, a ostatecznie na co dzień wykorzystuje się 10 - 15 proc. jego funkcji - inny produkt, znacznie tańszy także spełniłby oczekiwania, ale jednak dokonuje się zakupu droższego i nie do końca uzasadnionego z punktu widzenia zdrowego rozsądku.

Nie chcę tu wskazywać nikogo konkretnego, nie chodzi mi o to, aby ktokolwiek poczuł się tym wpisem dotknięty. Celowo nie podaję przykładów typu kto, co kiedy - nie o to chodzi. Proszę jedynie, aby wszyscy - i producenci i importerzy i dystrybutorzy i sprzedawcy i klienci zwiększyli czujność. Elektronika staje się coraz bardziej skomplikowania i odbiorniki cyfrowe mają się nijak do prostych analogów sprzed 15 lat. Kuszą możliwościami, ale nie dajmy się przy tym zwariować. Przecież to chyba oczywiste, że nikt nie chce się denerwować - ani klient ze sprzętem nie spełniającym jego oczekiwań, ani sprzedawca, dla którego żadną przyjemnością nie jest słuchanie narzekań klientów i rozpatrywanie ich reklamacji, ani dystrybutor i producent, którzy później są naciskani na poprawki lub zasypywani sprzętem do serwisowania. Czyli wychodzi z tego, że nikt nie chce się niepotrzebnie denerwować - po co więc sobie to niekiedy robimy? Czy nie byłoby lepiej dla nas wszystkich, gdyby bardziej przyłożyć się do testowania produktów PRZED ich wprowadzeniem na rynek do sprzedaży? Nawet przez kilku doświadczonych testerów niezależnie - jak jeden czegoś nie dostrzeże, to może znajdzie to ktoś inny?

W tej chwili zakup "multimedialnego kombajnu" powinien zostać poprzedzony solidnym rozważeniem za i przeciw. Proszę mi wierzyć, że czasami lepiej mieć kilka pilotów, ale każdy ze sprzętów swoją funkcję spełnia prawidłowo, niż korzystać z jednego hiper wypasionego multimedialnego centrum rozrywki, które owszem - łączy funkcje wielu urządzeń, ale jedynie w podstawowym zakresie, a dodatkowo będzie wyprowadzać z równowagi sprawiając nagminne niespodzianki w postaci zawieszeń i restartów.

PS: Zresztą zawsze do kilku osobnych urządzeń można zastosować pilot uniwersalny, byleby solidny ;) Zapraszam do dzielenia się uwagami w sposób kulturalny w komentarzach.

Autor: Mr. Orbita


Komentarze do wpisu “Mr. Orbita: Kombajny”

strona:  1 2
  1. Adam napisał(a):

    Chciałem tylko dodać, że kartę DVB-S2 mam właśnie dlatego, że obecnie wiele
    tunerów satelitarnych jest tandetnie wykonanych, z błędami i niedoróbkami w
    hardware i software, że już o obudowach nie wspomnę. Nie jestem też bynajmniej
    laikiem: tuner satelitarny miałem od 1991 roku, w tym samym roku zacząłem
    interesować się komputerami, więc instalacja i obsługa karty DVB-S2 to dla mnie
    Pan Pikuś ;-) . Obecnie odbieram Hot Birda, Astrę 1 i Astrę 2/Eurobirda 1.
    Kiedyś odbierałem też Siriusa, Eutelsata W3(A), Eurobirda 9, Thora i Hispasata.
    Niestety, w ciągu tej wciąż trwającej, 19-letniej przygody z TV-SAT, nawet mimo
    codziennej lektury Satkuriera, jakoś nie stałem się DX-rem. Nie pociąga mnie
    przeszukiwanie orbity.

  2. Ryszard napisał(a):

    Zupełnie jak bym czytał recenzję mojego IPBoxa HD. Dokładnie taki problem jest w
    nim z DVB-T które w najnowszych wersjach softu w ogóle nie działa. Dodatkowo by
    móc edytować na komputerze pliki nagrane z kanałów HD z satelity (podstawowa
    funkcjonalność jakiej oczekuję) wpier muszę się posłużyć jedną z aplikacji do
    ucięcia początku pliku gdyż coś spieprzyli po wersji r9580 i każdy header pliku
    jest uwalony

  3. lol napisał(a):

    karty dvb maja jeszcze cos czego wiekszosc tunerow nie ma lykaja wysokie
    bitraty i to w 4:2:2 tuner moze to tylko nagrac a i tak nic z tym sie nie da
    zrobic. Osobiscie wole tuner sat niz wlaczony buczacy komp bo na kompie nie da
    sie nagrac nic w nocy kiedy jest wylaczony a tuner sat to zrobi :)

    co do tych wszystkich multimedi typu youtube flickr to wyszlo od klientow
    oni wiecznie pytaja no bo fajnie jest sobie pooutubowac na ekranie LCD/Plasmy
    no i tunery nie maja za wiele czytnikow kart a wiadomo ze sa milosnicy nie tylko
    Cyfry czy polsat ale takze kanalow X a kupowanie modulow cam za 300zl jest
    wydatkiem niepotrzbnym . Wg mnie kazdy tuner powinien miec jakies 4 czytniki
    minimum

  4. Zawiedziony napisał(a):

    Zgadzam się z rym artykułem w końcu ktoś to poruszył. Niestety wybór na rynku
    jest jaki jest a klient który potrzebuje tunera nie wybiera najlepszego tylko
    taki który ma najmniej wad taka rzeczywistość. Kolejna sprawa kupując swój tuner
    przeczytałem na sat kurierze test tego tunera niestety nie było sprawdzone że
    podczas nagrywania nie można przełączyć na inny kanał,bez urazy. (Bardzo
    denerwująca usterka tym bardziej że producent woli zmieniać kolorki w EPG a tak
    podstwowej funkcji nie może naprawić).Tuner to nie jakieś skomplikowane
    urządzenie które nie można dopracować i na rynek wypuścić sprawny odbiornik,
    problem chyba polega naty że firmy zatrudniają albo zlecają pisanie softu
    nieduczonym programistą po to aby sprzęt był najtańszy aby tylko przebić
    konkurencję. Na końcu dodam że śmiać mi się chcę z tych producentów że nie mogą
    sobie poradzić z tak prostym urządzenie, bez wątpienia jest to jedyne urządzenie
    na rynku światowym które ma tyle wad.Pozdrawiam

  5. Frazes napisał(a):

    Karta "DVB" w kompie to rzeczywiście dobre rozwiązanie, jeśli chce się odbierać
    nietypowe przekazy (np. w formacie "4:2:2"), ale ja niewyobrażam sobie jej jako
    jedynego tunera satelitarnego w domu (po pierwsze sama procedura odpalania,
    najpierw "Windows", a potem karty jest zbyt długa, nie jest tak łatwo
    wyprowadzić sygnał do drugiego telewizora/monitora/nagrywarki, no i jednak
    według mnie trochę głupio oglądać tv z rodziną, przy niedzielnym obiedzie z
    komputera:D...) .

    Kolega Adam ma za to rację pisząc, że zaletą karty "DVB" jest możliwość
    zgrywania programów bezpośrednio w "zjadliwym" dla komputera formacie (zupełnie
    nie rozumiem czemu w odbiornikach "pudełkowych" cały czas upierają się przy
    plikach "trp" i tym podobnych??? - pewnie znowu, jak przy temacie wbudowanych
    czytników kart kłania się temat licencji, bo za format "MPEG2", "divx" lub "wmv"
    trzebaby więcej zapłacić, ale producenci powinni też brać moim zdaniem pod uwagę
    przy kalkulacjach, że odbiornik zapisujący nagrania bezpośrednio w tych
    formatach byłby o wiele bardziej popularny od produktów konkurencji i koszt i
    tak by się zwrócił, oczywiście przy właściwie skalkulowanej cenie ostatecznej).

    Pozdrawiam.


  6. Mr. Orbita napisał(a):

    Jeśli ktoś śledzi moje wypowiedzi na forum, to zapewne wiecie, że prywatnie
    korzystam z karty DVB (konkretnie Prof Revolution 7301) i uważam, że karta DVB
    to jedno z najlepszych rozwiązań, ale zdecydowanie nie nadaje się dla większości
    użytkowników z uwagi na skomplikowany proces instalacji i konfiguracji całości -
    niestety nie każdy sobie z tym poradzi i nie każdego oczekiwania taki produkt
    zaspokoi ;)

  7. jarek999 napisał(a):

    Mr. Orbita - bardzo słuszne i celne uwagi. Z telewizją satelitarną jestem
    związany od 15 lat. W tym czasie przez moje ręce przeszły 4 modele Fergusonów. Z
    każdym jest coś nie tak a jeden z nich po dwóch latach wylądował na śmietniku.
    Nigdy nie chce mieć z tą marką nic spólnego bo sam osobiście przetestowałem ją
    na własnej skórze. Dla mało zaawansowanego użytkownika jest to jednak produkt
    warty uwagi i przede wszystkim tani. Za każdym razem właśnie cena mnie kusiła.
    Postanowiłem zerwać ze stajnią Fergusona i zaufałem Golden Interstarowi 870
    Xpeed. Jestem do dziś bardzo zadowolony i gdyby nie brak HD nie zastanawiałbym
    się nad zakupem nowego tunera. Nie mam 4 tysięcy i Dreamboksa nie kupię. GI mnie
    nie zawiodło dlatego przykuł moją uwagę Golden Media 9080. Cena niska dlatego
    nie oczekuję fajerwerków ale chciałbym by wszystkie funkcje działały jak należy.
    Jest to nowość dlatego na razie wstrzymuję się z zakupem bo na forum nie ma
    wiele opinii. Mam też nadzieję, że we wrześniowym Sat Kurierze pojawi się
    szczegółowy test, który rozwiałby moje wątpliwości. Trzeba zauważyć też problem
    braku autorytetów w dziedzinie sprzętu satelitarnego. Na forum jeden gani drugi
    chwali i bądź mądry. Jednym z takich autorytetów jest SAT Kurier. 870 Xpeed
    kupiony przeze mnie został po testach redakcyjnych. Mam nadzieję, że długo na
    test Golden Media czekał nie będę. Pozdrawiam.

  8. Ciapek napisał(a):

    A sytuacja klientów wynika z tego że w Polsce jest zacofanie cyfrowe. I do tego
    dokłada sie zjawisko Nierzetelnych sprzedawców. Byłem swiadkiem jak gosć wciskał
    telewizor MPEG2 małzenstwu i mówił ze w przyszłosci bedzie odbierał telewizje
    naziemna juz cyfrową. Zareagowałem i wyrzucili mnie ze sklepu. Ale to małzeństwo
    przynajmniej nie kupiło tego telewizora. Pozdrawiam tych co się choc troche
    znaja i pomagaja innym, tak jak MR Orbita

  9. Frazes napisał(a):

    W pełni popieram opinię autora artykułu. Ja też uważam, że jak sprzęt ma za dużo
    "bajerów" to nie wpływa to dobrze na jego jakość.

    Mnie np. denerwuje, że trudno (o ile w ogóle są takie modele???) kupić odbiornik
    "HD"/"DVB-S2" bez funkcji "PVR" (której akurat nie za bardzo potrzebuję, bo mam
    osobną nagrywarkę, która ma wszystkie potrzebne mi funkcje), albo jeśli tuner ma
    wbudowany czytnik/czytniki kart, to nie są one od razu uniwersalne, a jeśli jest
    odpowiednia wersja oprogramowania, zmieniająca ten stan rzeczy, to jest ona
    nieoficjalna lub wręcz "nielegalna" (rozumiem wymogi licencyjne itp., ale co to
    obchodzi klienta, który skoro ma czytnik/i w tunerze, to nie chce już wydawać
    pieniędzy na moduł/y "CI" - można by tę sprawę według mnie np. tak rozwiązać, że
    skoro powszechnie wiadomo, że najczęściej w Polsce ludzie korzystają we własnych
    odbiornikach z kart "Cyfry+" to czytnik "uzbrajamy" fabrycznie w system
    "Mediaguard", albo ewentualnie jeśli są dwa to w drugim dajemy inny, "Conax",
    czy "Viaccess" i wtedy większość użytkowników nie będzie już szukać rozwiązań
    "alternatywnych")...

    Warto byłoby też moim zdaniem (chociaż to trochę inny temat) wymusić
    odpowiednimi przepisami na nadawcach stosowanie TYLKO takich systemów kodowania,
    które udostępniają moduły "CI" (żeby nie było takich "niespodzianek" jak "NDS
    Videoguard" w (nie)doszłej platformie "TVP"), albo przynajmniej narzucić
    obecność w specyfikacji "dedykowanych" odbiorników platform przynajmniej jednego
    gniazda "CI".

    Pozdrawiam.

  10. marek napisał(a):

    Muszę przyznać Mr.Orbita że artykuł ten trafił w sedno. Jest zresztą takie
    powiedzenie "jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego" , i pasuje jak ulał
    do tych kombajnów. Sprzęt ten powinien przede wszystkim odbierać bez żadnych
    problemów programy TV jak i dobrze współpracować z dostępnymi na rynku kartami z
    modułami lub bez. Drugorzędna rzeczą powinny być te tak zwane "bajery".
    Muszę też przyznać że powodem wypuszczania bubli na rynek przez różne firmy jest
    zachowanie klientów którzy nie korzystają z przysługujących im praw - choćby
    tego podstawowego prawa jak naprawa gwarancyjna - a potrafią tylko biadolić
    choćby na forum satkuriera , nie wspomnę już o niezgodności sprzętu i jego
    specyfikacji z zawartą umową kupno - sprzedaż. Jak by połowa sprzętu do nich
    wracała na naprawy to następnym razem jak będą wypuszczali nowy model to
    dokładnie by go sami przetestowali zanim udostępnili by klientom.
    Właśnie przed chwilą czytałem na forum Fergusona jak jeden gość drugiego namawia
    na wysłanie tunera na naprawę gwarancyjną a ten robi wszystko aby tego tunera
    nie wysłać chociaż po ich wypowiedziach widać że to jest jedyne rozwiązanie tego
    problemu. Bo skoro u kogoś np. szwankuje dżwięk na różnych wersjach
    oprogramowania jak i nie działa jakaś funkcja a u pozostałych klientów na danym
    oprogramowaniu wszystko działa to jest to ewidentnie wina sprzętu więc należy go
    reklamować a nie przymykać oko na bubla. Swoich praw trzeba się domagać nawet
    korzystając z usług rzecznika praw konsumenckich,bo nie może być tak że przy
    zawarciu umowy kupno - sprzedaż paragrafy obowiązują tylko klienta a sprzedawca
    czy też producent wadliwego sprzętu pozostaje bezkarny.

Dodaj komentarz